„Nie ma świętych od urodzenia”

„Nie słyszałeś Jego słów i nie pukał w twoje drzwi, lecz jednak przyszedłeś do Niego, On ci Krzyż dać swój mógł wśród życiowych dróg, zapukałeś i stanąłeś u drzwi Jego”.

Powołanie zawsze kojarzyło mi się tymi słowami i z czymś bliżej nieznanym, co na pewno nie było przeznaczone dla mnie. W mojej świadomości od dziecka istniało coś takiego, że człowiek powołany to osoba grzeczna, mądra, spokojna, dobra, bez żadnych wad, po prostu święty od urodzenia. Czyli z pewnością nie ja.

Z biegiem czasu, gdy rozpoczęłam swoją przygodę z Ruchem „Światło-Życie”, moje myślenie zaczęło się zmieniać. Powołani? Tak, owszem, Pan Bóg ma dla każdego z nas jakiś plan, który ma nas doprowadzić do świętości. Tylko jaki? Tego nie wiedziałam. Jestem młoda – myślałam. Mam jeszcze czas. Pomyślę o tym będę później – jak skończę liceum, albo najlepiej studia.

Od szkoły podstawowej bardzo lubiłam historię i różne kodeksy, przepisy (poczynając od kodeksu ucznia i przepisów ruchu drogowego), więc stwierdziłam, że zostanę prawnikiem, najlepiej sędzią lub prokuratorem. Przez dłuższy czas takie było moje zdanie i nie pytałam Boga jakie są jego plany względem mnie.

Byłoby tak pewnie dotąd, gdyby nie to, że nasz moderator oazowy – o. Jacek Burnus CSsR organizował co jakiś czas w parafii nocne czuwanie dla młodzieży. Któregoś razu postanowił, że tematem najbliższego czuwania będzie POWOŁANIE. Program był interesujący, szli moi przyjaciele, więc poszłam i ja. Byli zaproszeni przedstawiciele różnych zgromadzeń zakonnych, którzy dawali świadectwo o swoim powołaniu, a później odbywały się z nimi spotkania w salkach parafialnych. Obecnie nie pamiętam zbyt wiele z tego czuwania, ale z tamtej nocy utkwiło mi w pamięci i e sercu jedno zdanie: „O powołanie trzeba się modlić”. Te słowa powiedziała mi jedna z zaproszonych sióstr zakonnych, z którą potem przez pewien czas utrzymywałam listowny kontakt. Postanowiłam wówczas modlić się o rozeznanie swojego powołania. Jakiś czas później otrzymałam zaproszenie na rekolekcje powołaniowe. Wówczas ze strachem spojrzałam na to zaproszenie. Co? Ja? To przecież nie dla mnie, nigdzie nie jadę! I zaproszenie wylądowało w koszu na śmieci.

Mijały dni i miesiące, życie biegło normalnym trybem, z tym tylko, że nikomu nic nie mówiąc, modliłam się o poznanie swojego powołania, a Pan zaczął cicho i delikatnie mówić, takie ledwo słyszalne: „Pójdź za Mną”. Głos ten z miesiąca na miesiąc zaczynał coraz głośniej brzmieć w mojej duszy, lecz także pojawiało się coraz więcej pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Czy to na pewno do mnie? Zakonnica po ekonomiku? Przecież siostry zakonne uczą, pracują w szpitalu, do tego się modlą. A w ogóle to nie znam żadnych sióstr, no i przecież zakon jest dla ludzi grzecznych, spokojnych, takich extra, a nie dla „normalnych”, jak ja. Z tymi wszystkimi pytaniami i wątpliwościami rozpoczęłam edukację w IV klasie Liceum Ekonomicznego gdzie już na poważnie trzeba było zacząć się zastanawiać: co dalej? Długo nie potrafiłam dać pewnej odpowiedzi. Możliwości według mnie były takie – albo prawo, albo … Coraz bardziej myślałam o tym, że to Pan mnie wzywa. Bałam się komukolwiek wspomnieć choćby jednym słówkiem o tym, co rodzi się w moim sercu, o pragnieniu wyłącznej służby Bogu. Starałam się koncentrować na nauce, na tym, żeby dobrze pozdawać egzaminy zawodowe i maturę. Tymczasem trochę zmieniło się moje życie. Przeprowadziłam się na inne osiedle, na teren innej parafii, co miało znaczący wpływ na rozwój mojego powołania. Oczywiście, nadal należałam do Ruchu „Światło-Życie” w parafii, w której się „wychowałam”. Na nowym osiedlu chciałam poznać jakichś ludzi, najlepiej takich, którzy chociaż trochę byliby związani z Kościołem. Tak się złożyło, że akurat w nowej parafii pw. Wszystkich Świętych rozpoczęły się rekolekcje adwentowe. Oczywiście, były też przewidziane specjalne nauki dla młodzieży.

Po pierwszym spotkaniu zorientowałam się, który z księży zajmuje się młodzieżą (ks. Krzysztof Pazio MIC). Ksiądz Krzysztof zaproponował, żebym następnego dnia przyszła o 17.00 do oratorium, gdzie spotyka się młodzież. Zasadniczo jestem bardzo nieśmiała w stosunku do osób, których nie znam. Jednak o wyznaczonej godzinie, zjawiłam się w oratorium. Ksiądz przedstawił mnie zgromadzonej tam młodzieży. Dużą uwagę zwróciłam na trzy dziewczyny – Klarę, Kasię i Agnieszkę, z którymi dość długo rozmawiałam.

Od tamtej pory zaczęłam coraz częściej przychodzić do oratorium by modlić się, spotykać z ludźmi i porozmawiać na różne tematy. Dużo rozmawiałam z Klarą. Uderzała mnie jej prostota, radość i pokój. Pomyślałam, że ona chyba będzie zakonnicą, ale jakoś nie było okazji żeby zapytać. Jednak pewnej środy w oratorium Klara ogłosiła, że za niecały tydzień wstępuje do zakonu. Bardzo przeżyłam tę jej decyzję. Dwa dni później pojechałam na czuwanie dla maturzystów na Jasną Górę. Klara, choć już dawno była po maturze, pojechała z nami.

Została tam poproszona, przez prowadzącego czuwanie ojca redemptorystę, o powiedzenie świadectwa. Słuchałam jej słów bardzo uważnie, nie mogąc oderwać od niej wzroku. W tym świadectwie Klara opowiedziała całą historię swojego życia, nie pomijając momentów bardzo trudnych. Nie powiedziała tylko o tym, że całe jej życie finalizuje się teraz. Ja o tym wiedziałam, to był przełom. W tym momencie dotarło do mnie to, że Pan Bóg nie powołuje ludzi „świętych od urodzenia”, nieskazitelnych, tylko zwykłych śmiertelników, którzy popełniają błędy. Uświadomiłam sobie, że na drodze powołania mamy dojść do świętości. Później modliłyśmy się we dwie w kaplicy Matki Bożej, w pewnym momencie złapałyśmy się za ręce i zaczęłyśmy modlić się jedna za drugą. Ja wtedy nie modliłam się o zdanie matury, tylko o to, żeby Matka Boża prowadziła mnie na tej drodze odczytywania powołania, żeby jako nasza najlepsza Matka radziła i kierowała. Po powrocie z Częstochowy Klara wyjechała, a ja z racji zbliżających egzaminów zawodowych i matury, wzięłam się do nauki. Ciągle zastanawiałam się nad tym, jak odczytać swoje powołanie.

Od Klary i od Kasi, o których wyżej wspomniałam, usłyszałam także o św. Franciszku i św. Klarze. To był wieki znak od Pana. Do dziś nie potrafię wyjaśnić jak to się stało, że większą część pracy maturalnej z języka polskiego poświęciłam św. Franciszkowi z Asyżu. Słyszałam o nim przecież tylko tyle, co mówiła Kasia. Nigdy przed maturą nie czytałam żadnej książki o św. Franciszku, a jednak egzamin zdałam na ocenę dobrą.

Po maturze pojechałam złożyć dokumenty na wydział prawa na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Jechałam z takim przeświadczeniem, że jak dostanę się na wybrany przez siebie kierunek to znaczy, że mam być prawnikiem, a jeśli nie, to moja droga jest inna -  mam służyć Bogu. Nadszedł dzień ogłoszenia wyników egzaminu pisemnego. Przeglądam listy osób i nie znajduję swojego nazwiska. Powstało więc pytanie: co dalej? Gdy wróciłam do domu, złożyłam dokumenty do policealnej szkoły wieczorowej, gdyż z pewnych powodów musiałam kontynuować naukę. Tak naprawdę skoncentrowałam się wówczas na tym, żeby odczytać wolę Pana. Jeżeli mnie powołuje, to gdzie? Do jakiego zakonu?

Jeszcze podczas wakacji pojechałam na rekolekcje organizowane przez zgromadzenie, do którego wstąpiła Klara. Podczas tych kilku pięknych sierpniowych dni spędzonych w górach po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć na głos, że zastanawiam się nad pójściem do zakonu. Osobą, której to powiedziałam, była oczywiście Klara. Wspomniałam jej również o pytaniach, które rodzą się w moim sercu. Klara na część z nich odpowiedziała, ale stanowczo stwierdziła, że na resztę nie odpowie, gdyż tu trzeba zostawić miejsce Duchowi Świętem. Dziś za to milczenie jestem jej ogromnie wdzięczna.

Następnie tak się złożyło, że dostałam folderek sióstr honoratek. Postanowiłam napisać pod wskazany adres. Dzięki temu poznałam wspaniałą siostrę – Judytę Kowalską, która zaprosiła mnie do Częstochowy. Pojechałam i poznałam naprawdę wspaniałe siostry. Jednak będąc tam kilka dni, poczułam sercem, że życie w zakonie czynnym chyba nie jest dla mnie. Na półce u siostry Judyty zobaczyłam książkę pod tytułem „Pieśń Klary”. Zapytałam, czy mogę ją pożyczyć na dłuższy czas. Siostra Judyta się zgodziła. Z książką tą wróciłam do domu. Przeczytałam ją błyskawicznie. Bardzo mi się spodobała. Zachwyciło mnie życie św. Klary z Asyżu opisane w tej książce. Podczas następnej wizyty u honoratek powiedziałam siostrze Judycie, że interesują mnie klaryski. Siostra zapytała, jakie klaryski. Moje zdziwienie było ogromne – nie wiedziałam, że są jakieś różne… Siostra Judyta wyjaśniła mi sprawę i dała dwa adresy sióstr klarysek. Napisałam listy i czekałam. Pierwsza odpisała mi siostra Bernadeta (Klaryska od Wieczystej Adoracji). Jedno zdanie tego listu mocno wyryło się w moim umyśle i sercu: „Jesteśmy po to, by Pan Jezus nigdy nie był sam”. Po pewnym czasie przyjechałam do Bydgoszczy. Spotkanie i rozmowa z siostrami z nowicjatu zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Siostry w sposób prosty i pełen radości mówiły o swoim życiu, o tym, jak poprzez adorację, modlitwę i pracę służą Chrystusowi. Wtedy to w sercu powiedziałam, że podoba mi się tu i też chcę żyć tak jak one. Od tamtej pory coraz częściej pisałam i odwiedzałam siostry w Bydgoszczy, a w moim sercu coraz głośniej brzmiało zdanie: „Jesteśmy po to, by Pan Jezus nie był nigdy sam”.

Gdy o moich planach wstąpienia do zakonu klauzurowego dowiedzieli się moi najbliżsi, zgodzili się z wielkim trudem. Pytali tylko, czy na pewno wiem co robię, przecież życie w takim zakonie jest trudne. To prawdziwa droga Krzyża. Ja odpowiedziałam, że przecież, jak mówi jedna z pieśni, „zbawienie przyszło przez Krzyż, ogromna to tajemnica”. Powołanie człowieka też jest ogromną tajemnicą.

S.M. Klemensa

ps. Teraz jestem już kilka lat po ślubach wieczystych, ale powrót do korzeni mego powołania (świadectwo to napisałam kilka lat temu do Posłańca Ducha Świętego) jest dla mnie i teraz wielką łaską. Różnymi drogami Pan Mnie prowadzi mogę śmiało zacytować fragment z Księgi Sędziów: "Odpowiedział mu Anioł: "Dlaczego pytasz się o moje imię: ono jest tajemnicze". Następnie Manoach przyniósł koźlę oraz ofiarę pokarmową i na skale ofiarował je Panu, który działa tajemniczo" Nie zawsze rozumiem Boże plany i działanie w moim życiu, ale wiem, ze mimo moich upadków On mnie prowadzi i nie poskąpi swej łaski.

Odwiedza nas 349 gości oraz 0 użytkowników.

Ofiara na potrzeby Sióstr: PKO BP I Oddział w Bydgoszczy Nr konta: 54 1020 1462 0000 7902 0102 3936