O mozaice słów kilka

Skoro przy ul. Gdańskiej, znajdującej się w centrum Bydgoszczy, pojawiła się nowa mozaika – na tyle duża, że trudno jej nie zauważyć – wypadałoby napisać o niej kilka słów, aby przybliżyć jej znaczenie potencjalnemu odbiorcy.

Na większej, górnej mozaice widnieje postać św. Klary. Słowa „Sancta Clara”, znajdujące się wewnątrz aureoli okalającej głowę Świętej, znaczą – jak łatwo się domyślić – „Święta Klara”. Trzyma w dłoniach Najświętszy Sakrament w monstrancji. Nie jest to fakt historyczny, jako że w tamtym czasie nie było jeszcze takich monstrancji, jakie znamy dzisiaj – zaczną się one pojawiać niedługo po śmierci Klary, bo od 1264 roku, w którym zostało ustanowione święto Bożego Ciała. Dla nas, współczesnych, chodzi jednak o czytelny znak: św. Klara bardzo kochała Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jak podaje br. Tomasz z Celano w Legendzie o świętej Klarze:

Gdy miała przyjąć Ciało Pańskie, najpierw wylewała gorące łzy, a potem przystępowała Doń z drżeniem, bo nie mniej lękała się Boga ukrytego w Sakramencie, aniżeli Boga władającego niebem i ziemią.

Większą zagadkę dla odbiorcy może stanowić mozaika dolna. Zacznijmy od herbu franciszkańskiego. Widnieją na nim dwie skrzyżowane ręce: jedna – naga – Chrystusa, a druga – w habicie – św. Franciszka; obie stygmatyzowane. W tle widzimy literę TAU – ostatnią literę alfabetu hebrajskiego, przypominającą kształtem krzyż:

Mąż Boży bowiem znak ten otaczał szczególną czcią, często mówił o nim w swoich przemówieniach, wykonywał go na początku swoich zajęć i własnoręcznie podpisywał tym znakiem listy, które wysyłał z miłości, jak gdyby całą jego troską było według wyrażenia Proroka (Ez 9,4) – naznaczyć Tau na czołach płaczących i bolejących ludzi, autentycznie nawróconych do Jezusa Chrystusa. (św. Bonawentura, Życiorys mniejszy, 9, 4-5)

Być może najbardziej kłopotliwym lingwistycznie (przy braku dostępu do słownika łacińsko-polskiego) jest napis: „Ego vos semper custodiam”. Co bardziej spostrzegawczy wierni mogli go również przyuważyć na ornacie ze św. Klarą, używanym w naszej kaplicy zasadniczo raz do roku, 11 sierpnia. Słowa te znaczą: „Ja was zawsze strzec będę”. Są one związane z pewnym epizodem z życia św. Klary i jej sióstr – epizodem zarówno wstrząsającym, jak i wzruszającym. Ponownie oddajmy głos br. Tomaszowi z Celano, który pisze w Legendzie:

Kiedy za panowania cesarza Fryderyka Kościół przechodził burzę utrapień w różnych częściach świata, dolina Spoletańska częściej od innych okolic „piła z kielicha gniewu” (por. Ap 14,10). Z rozkazu cesarskiego stacjonowały tam oddziały żołnierzy i watahy łuczników saraceńskich, zjadliwych jak osy, celem pustoszenia kaszteli i oblegania miast. Jednego razu, podczas wrogiego wypadu na Asyż, miasto osobliwie należące do Pana, gdy już wojsko zbliżało się pod jego bramy, Saraceni, plemię jak najgorsze, spragnieni krwi chrześcijańskiej i zdolni do każdego, nawet najbardziej nieludzkiego zabójstwa, wtargnęli w pobliże Świętego Damiana i weszli na teren przyległy do klasztoru, a nawet wdarli się na dziedziniec wewnętrzny sióstr.

Serca Ubogich Pań ścisnęły się ze strachu, krzyczały z przerażenia i swe lamenty kierowały do matki. A ona, nieulękła sercem, kazała się prowadzić, jako że była chora, do bramy, i ustawić na wprost nieprzyjaciół, mając przed sobą srebrną kasetę, oprawioną w kość słoniową, w której z największą czcią przechowywano Ciało Najświętszego ze świętych.

Upadłszy cała na modlitwę do Pana, wśród łez mówi do swego Chrystusa: „Oto Panie mój, czyżbyś chciał oddać w ręce pogan bezbronne twe służebnice, które wykarmiłam miłością Twoją? Panie, proszę Cię, ochroń te Twoje służebnice, których obecnie ja sama nie mogę ocalić.” Zaraz z owej arki łaski doszedł do jej uszu głos, jakby małego chłopca: „Ja was zawsze będę strzegł!”„Panie mój, ochroń także, jeśli Ci się podoba, to miasto, które dla miłości Twojej nas utrzymuje.” A Chrystus do niej: „Poniesie utrapienia, ale moja opieka je ocali.”

Teraz dziewica Klara podnosi twarz mokrą od łez, i dodaje otuchy płaczącym siostrom: „Córki, daję wam zapewnienie, że nie ucierpicie żadnego zła, tylko zawierzcie Chrystusowi Panu!” Nie było zwłoki: natychmiast napastnicy stracili odwagę i z całym pośpiechem wyskoczyli przez mury, po których przedtem weszli, spłoszeni mocą modlącej się Klary.

Oby to opowiadanie – choć zaznaczone pewną kwiecistością języka, ale prawdziwe – da każdemu z nas do myślenia, kim jest Ten, którego adorujemy. Dla Niego NAPRAWDĘ nie ma rzeczy niemożliwych!