Zawsze jest czas na dawanie świadectwa, toteż dzielimy się z Wami świadectwem, które napisała nasza siostra Rafaela. Jest ono przykładem, jak Pan prowadzi.

Historia odkrywania mojego powołania   jest ściśle związana z osobą świętego Franciszka.

Pewnego dnia poszłam do spowiedzi do Kościoła kapucynów na Poczekajce w Lublinie. Po wysłuchaniu spowiedzi ojciec zaproponował, żebym przyszła na spotkanie Młodzieży Franciszkańskiej. Wcześniej zetknęłam się z różnymi grupami modlitewnymi, z różnych duchowości. Postanowiłam zobaczyć czym charakteryzuje się duchowość franciszkańska. Przychodziłam regularnie na spotkania. Poznałam etapy nawrócenia św. Franciszka, uczyłam się słuchania Słowa Bożego, odkrywałam piękno Liturgii Godzin. W moim sercu nasilało się wołanie do Jezusa, by pokazał mi, co mam czynić, gdzie jest moje miejsce w tym świecie.

BÓG MNIE SZUKAŁ, ODNALAZŁ

I POSADZIŁ W SWOJEJ WINNICY

Jestem córką Kościoła rzymskokatolickiego. Pochodzę z rodziny ubogiej duchowo i materialnie. Poprzez łaskę chrztu św. zostałam włączona w Ciało Mistyczne Chrystusa. Nie pamiętam tego momentu. Moja świadomość sięga chwil, gdy jako dziecko mieszkałam u dziadków. Babcia, będąc w podeszłym wieku, miała mnie na wychowaniu. Początkowo wszystko było najpiękniejsze. Brakowało mi tylko jednego – rodziców. Mieszkali dość daleko. Odwiedzali rzadko. Nieraz co pół roku. Dziadkowie byli wspaniałymi ludźmi. Nie zawsze wiara w Boga szła w parze z ich codziennym życiem. Chodziliśmy jednak razem do kościoła. Uczyli mnie kochać Boga, a zwłaszcza wlali w moje serce miłość do Maryi. Jako mała dziewczynka lubiłam niedziele. Wtedy to wszyscy ludzie „ruszali w drogę, by pokłonić się Bogu”. Tak to u nas mówiono. Często myślałam, jaki ten Bóg musi być wielki, skoro tylu ludzi do Niego podąża.

ODKRYŁAM   MIŁOŚĆ   JEZUSA

Urodziłam się na wsi niedaleko Poznania. Do dziesiątego roku życia wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkałam w rodzinnym domu mojej mamy wraz z wujostwem.

W moim wychowaniu religijnym ważne miejsce zajmowała przyroda. We wspomnieniach dziecięcych pozostał zapach pól, łąk, kwiatów, trud pracy mojego wujka i ciotek na roli; wczesne wyjazdy „w pole”, cisza, jezioro, śpiew ptaków i świerszcze na łące uwrażliwiały na piękno i naturalnie wiązały z Bogiem.  Kto „rano wstaje temu Pan Bóg daje”- mówili ludzie. Słońce wyznaczało czas pracy i czas spoczynku. Proste , skromne posiłki , świeżo skoszona trawa, klujące ściernisko i  zapach tataraku to krajobrazy mojego dziecięcego świata. A zima za zaprzęgiem wujowych koników- kulig po obfitym śniegu dla dzieci z wioski.

Świadectwo S.M. Celiny

" Bardzo kocham i cenię moje powołanie jakim mnie Bóg obdarował. Nie ma większego szczęścia i radości dla duszy nad miłowanie Boga. Przecież przez chrzest wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Musimy tylko zachowywać Dekalog: "Będziecie pilnie strzec poleceń Pana Boga waszego" (Pwt 6,17). Konsekracja zakonna to życie Bogiem każdym uderzeniem serca,to przedsmak życia wiecznego. Pan Jezus mówił: "Kto może pojąć niech pojmuje".

JEZUS WZIĄŁ MNIE ZA SŁOWO

Wychowałam się w rodzinie której   nie ,,kwitła” żadna nadmierna pobożność. Tata nie wierzył w istnienie Pana Boga, wierzył w idee PZPR, do której należał i tym się szczycił.

Mama  natomiast dbała o to aby być  w  niedzielę  na Mszy Świętej. Poza tym wieczorem przed snem odmawiał modlitwę … w tym zamykała się cała pobożność w mojej rodzinie.

 

Wakacyjna przygoda

 Pewnego wieczoru siedząc przy stole i czekając na film, z nudów przeglądałam katolicką gazetę. Po chwili odłożyłam ją, ale nie minęło pięć minut, gdy zabrałam się ponownie do jej czytania. Zainteresowałam się następującą informacją: "Jeżeli chciałabyś bliżej zapoznać się z naszym życiem, napisz na adres: Klaryski od Wieczystej Adoracji, ul. Gdańska 56, 85 - 02l Bydgoszcz". Bez specjalnych zamiarów wycięłam ją i zatrzymałam. Ukradkiem spoglądałam na Tatę, który obok czytał inną gazetę, a bardzo nie lubił, gdy się niszczyło świeżą prasę. Adres schowałam do jakiejś książki i szybko o nim zapomniałam.

„Nie ma świętych od urodzenia”

„Nie słyszałeś Jego słów i nie pukał w twoje drzwi, lecz jednak przyszedłeś do Niego, On ci Krzyż dać swój mógł wśród życiowych dróg, zapukałeś i stanąłeś u drzwi Jego”.

Powołanie zawsze kojarzyło mi się tymi słowami i z czymś bliżej nieznanym, co na pewno nie było przeznaczone dla mnie. W mojej świadomości od dziecka istniało coś takiego, że człowiek powołany to osoba grzeczna, mądra, spokojna, dobra, bez żadnych wad, po prostu święty od urodzenia. Czyli z pewnością nie ja.